Podobno to nie jest spiskowa teoria.

Podobno Lewandowski wypił kubek wosku bo myślał, że to Andrzejki a to był 30 września, dlatego przegraliśmy w Lidze Narodów z Włochami. A skoro już o Włoszech mowa, to podobno premier Włoch Giuseppe Conte zaplanował serie operacji plastycznych bo chciał się upodobnić do Roberta Więckiewicza, tak mu się podobała jego kreacja aktorska w Klerze Smarzowskiego. Stąd ten deficyt w budżecie Włoch. Zresztą Smarzowski, jak już o nim mowa, podobno jest masonem i ktoś go niby widział jak pił herbatę z Czarnym Papierzem, ale ten ktoś nie potrafił doprecyzować co to za czarny papież. Niewykluczone, że to było w Helloween. Zresztą Helloween podobno tak naprawdę pochodzi z Azji, z Mongolii. Taka stara tradycja z Ułan Bator, że podobno Dżingis Han przebrał się kiedyś za Czerwonego Wojownika w dniu 19 października, ale że chiński cykl zodiakalny trwa 12 lat i licząc lata przestępne, zimowy czas i długość ostatniej epoki lodowcowej, to podobno jakiemuś amerykańskiemu naukowcowi wyszło, że to koniec końców był 31 października. A że naukowiec był z USA i cicho mówił, to nikt nie dosłyszał, że chodziło o Mongolię.

Tak czy inaczej, to wszystko wydaje się prawdopodobne, tym bardziej, że podobno Andrzej Duda znał tego naukowca i to on, Andrzej Duda, podobno sprowadził to amerykańsko-mongolskie święto do Polski, ale jego rzecznik milczy jak grób na ten temat bo podobno śmierdzi mu z ust, jak kłamie, ale to niesprawdzone informacje.

Continue reading

Oddajmy co męskie… kobietom

Ostatnio znajoma w mediach społecznościowych wrzuciła takie jedno niewinne zdanie, które brzmiało mniej więcej tak: „lubię jak mężczyźni są męscy, a kobiety kobiece”. I sru, posypała się lawina komentarzy. Jak się później okazało głównie od mężczyzn z wyrazami wsparcia.

Z tego, co zrozumiałem, to byłem nieliczny, który zareagował krytycznie. Nie będę kopiował tu całej naszej rozmowy, ale sprowadzała się do tego, że, w moim rozumieniu, znajoma dosyć stereotypowo postrzegała mężczyzn i kobiety oraz ich role społeczne. Nie do końca była zadowolona z tego, co się teraz wyprawia z tą płynnością płciową, ale też nie chcę jej (znajomej, nie płynności płciowej) zbyt pochopnie oceniać więc tu ucinam. Nie miałyśmy (jeszcze) okazji pogadać na żywo.

Ale po tym, jak się dowiedziałem, że osobami, które w większości skomentowały jej wpis byli faceci, którzy przyklasnęli tak (śmiało) sformułowanemu manifestowi, popadłem w zadumę. I tak sobie pomyślałem, że być może dla osób, które nie do końca siedzą w tej lewackiej zqueerowanej bańce, tylko są gdzieś na pograniczu lewego i prawego zbioru (w tzw. centrum?), to taka konstatacja może wydać się odważna. Być może przyniosła ulgę tym wszystkim chłopakom, którzy czytając jej wpis pomyśleli sobie, że wreszcie ktoś napisał jak jest i że dość z tą polityczną poprawnością. Nie wykluczone, że tak sformułowane zdanie może wydawać się pewnym aktem odwagi w kręgach ludzi, którzy w reakcji na umacnianie norm i ról społecznych dostają czkawki (sam się do nich zaliczam!).

Continue reading

Jak żyć w zgodzie z naturą. Prawie poradnik.

Dzisiaj coraz więcej osób w dużych miastach chce być naturalna. Czyli jaka? Ano żyć w zgodzie z naturą i jak najbliżej niej pomimo (naturalnych?) barier urbanistycznych. No ale tu się właśnie temat komplikuje… Stajemy przed (miejskim?) murem nierozstrzygniętej do dzisiaj sprawy czy miasto jest naturalne czy nie..?

I tak, jedni zakładają ogródki na balkonach i zapisują się do spółdzielni spożywczych, żeby jeść „naturalnie”. Ale czy ogródek ogrodzony betonem jest naturalny? Czy oderwany od całego ekosystemu ziemi, na balkonie na 4 piętrze nadal zdradza cechy naturalności? Czy kalafior przywieziony z naturalnego gospodarstwa, asfaltową drogą, metalowym samochodem produkującym tysiące metrów sześciennych spalin nadal jest naturalny? Ktoś powie, że nie, bo trzeba mieszkać przy bitej drodze nie będącej barierą dla migracji zwierząt (i nie tylko jeleni, ale i mrówek), i że kalafior powinien być urwany własnoręcznie a nie urżnięty nożem, którego produkcja zanieczyszcza środowisko.

Ktoś inny powie, że miejskie życie jest jak najbardziej naturalne bo przecież beton i asfalt to wytwór człowieka, który jest owocem natury. To tak, jakby się upierać, że jabłka nie są naturalne, mimo że drzewo je rodzące pochodzi z natury. A do produkcji plastiku i gumy używa się ropy, którą wydobywa się z wnętrza ziemi, czyli można powiedzieć, z serca natury. Zupełnie jak naturalne soki Tymbark, które co prawda pochodzą z naturalnych owoców (syntetycznych jeszcze nie wymyślono), ale proces produkcji już od naturalnego jest daleki. Nikt tam nie obiera pomarańczy zębami, nie rozgniata ich dłońmi, a sok rozlewany jest do szklanych butelek a nie do łupin po tykwach.

Continue reading