Po co istnieją muszki owocówki?

Przeglądając internet można dojść do szybkiego wniosku, że są dwa powody istnienia muszki owocówki. Oba mają znaczenie ponadnarodowe. Jeden wspiera ludzkość służąc nauce, drugi wymierzony jest przeciwko niej, ma ją wkurwić. W pierwszej kwestii wszelkie spory łagodzi fakt, że muszki owocówki zapewniają robotę osobom zajmującym się genetyką i bioastronautyką. Otóż okazuje się, że muszka owocówka, której grecka nazwa Drosophila melanogaster oznacza ciemnobrzucha miłośniczka rosy, ma pewne geny powtarzające się również u ludzi. Jest nim np. gen „p53” hamujący rozwój komórek nowotworowych. Co więcej, 20 lutego 1947 ludzie wystrzelili muszkę, jako pierwsze zwierze ever w przestrzeń kosmiczną, przed psem Łajką i małpą Albertem II. I bynajmniej, obecność muszek owocówek w statku kosmicznym nie można tłumaczyć obecnością nadgniłych jabłek i bananów na blacie w kokpicie rakiety. Nie, człowiek umieścił je tam umyślnie (siłą!), co jest etycznie dyskusyjne, gdyż odbyło się to bez zgody muszek.

W drugiej kwestii – wkurwiania gatunku ludzkiego, mamy więcej dostępnych danych a przede wszystkim poszkodowanych. Na tej części ludzkości, dokonania muszek owocówek dla genetyki i bioastronautyki nie robią za grosz wrażenia. Jest gotowa wyrżnąć je w pień. Wiekopomne zasługi muszek w postaci bycia jednym z pierwszych eukariotycznych organizmów, których DNA zostało całkowicie zsekwencjonowane czy ich historyczny udział w lotach balonowych w górne warstwy atmosfery nijak nie robią wrażenia na ich eksterminatorach. Ludzie, którzy mienią się obrońcami praw zwierząt i aktywistami na rzecz ich wyzwolenia, wymordowali miliony Drosophila melanogaster. W samotności i w grupach. Więcej, namawiają przyjaciół i rodziny do dalszej rzezi! W sieci znajdziemy dziesiątki stron, na których obcy sobie ludzie wymieniają się sposobami na kadź dla muszek owocówek. Łączą się w swoistym porozumieniu ponad podziałami, gdzie wspólnym językiem staje się masowa eksterminacja niewinnych owadów.

Continue reading

Wakacje, wakacje i po wakacjach

„Wakacje są od odpoczywania, jak dupa od srania” (jakiś poeta miejski, ale nie pamiętam nazwiska. A może napis na murze?)

„I na pewno ty też to dobrze znasz”, jak śpiewał kiedyś zespół Blenders, o którym „nikt już dziś nie pisze, nikt o nim nie pamięta”, jak z kolei śpiewał zespół T.Love, o którym wszyscy i wszystkie pamiętamy. Jadę na wakacje, żeby odpocząć od zgiełku miasta (jadę w przyrodę, albo przynajmniej na wieś, albo chociaż do mniejszego miasta niż moje), odsapnąć od wiru codziennych zajęć. Odprężyć się, przejść w off line, odpocząć. A tu chuj, bo zaraz myślę o telefonie i o tych wszystkich mejlach i wiadomościach na messengerze, które spływają jak gówno z przerębla, jedna za drugą.

I już zagryzam skórki, że mnie tam nie ma, w sensie on line. A potem, jak gdzieś wifi skapnie, albo włączę na chwilę transmisję danych i wejdę na te wszystkie mejle i inne cholery to się okazuje, że to gruz (wyjeżdżam za granicę, że niby mniej będę korzystał z netu, ale gdzie tam, wszędzie wifi a ja mam dodatkowo 3 giga transferu do wykorzystania). A w skrzynce tak: faktura z Playa i od razu następna wiadomość, że przypominają o zbliżającym się terminie zapłaty (jakbym kurwa nie wiedział! Mało, przyślą jeszcze esemesa, żeby mi zjebać wakacje do reszty). Kolejne mejle od Avaaz i od kilku innych petycji on line, że to jest w chuj ważne, żebym podpisał, jeśli chcę, żeby dzika przyroda przetrwała, wypuścili więźniów politycznych i zalegalizowali związki partnerskie oraz setki innych spraw, których wyjebanie do wirtualnego kosza oznacza podpisanie, owszem, ale wyroku na planetę ziemię i na ludzkość.

Continue reading

Co zrobiła Elin Ersson

„Elin, Elin, who the fuck is Elin?!” zastanawiają się dziś prawie dwa miliony osób na świecie (tyle było odsłon jej livestreamingu), parafrazując przebój grupy Smokie.

Elin Ersson, szwedzka aktywista ruchu anty-granicznego, odważna i dzielna dziewczyna, która zatrzymała deportację człowieka ze Szwecji do Afganistanu (z przesiadką w Stambule), gdzie wg jej informacji zostałby prawdopodobnie skazany na śmierć. I mimo że nie o nią tu chodzi, tylko o osobę deportowaną, to wszyscy mówią o Elin, bo stanęła w obronie słabszego, skorzystała ze swojego przywileju bycia białą dziewczyną w bogatej Szwecji, wykupiła bilet na samolot z deportowanym człowiekiem i doprowadziła do zablokowania rejsu, a „więzień-uchodźca”, oskarżony o szukanie lepszego życia w Szwecji, wyprowadzony został z samolotu. Elin zapowiedziała, że nie usiądzie na swoim miejscu, dopóki mężczyzna nie zostanie wyprowadzony z maszyny. Zdenerwowanym pasażerom tłumaczyła, że wszelkimi możliwymi sposobami próbuje uratować życie człowieka i to było dla niej najważniejsze. Całe zdarzenie transmitowała na żywo przez swojego walla na FB.

Bez happy endu

Niestety, historia nie ma happy endu. Jak podaje „The Guardian”, Swedavia, firma zarządzająca lotniskiem Landvetter w Geteborgu, potwierdziła, że Afgańczyk, szukający azylu w Szwecji, razem z trójką personelu pokładowego opuścił samolot, po czym wyparował. Kiedy lokalne media pytały, gdzie jest zatrzymany, Deutsche Welle poinformowało, że mężczyzna przebywa w areszcie przejściowym i zostanie deportowany innego dnia. Niemiecki portal Dw.com dotarł do informacji, że aktywistka ostatecznie zablokowała deportacje innej osoby, niż zakładał pierwotny plan. Chodziło o afgańskiego uchodźcę Ismaila, który potajemnie wraz z drugim Afgańczykiem został deportowany późniejszym komercyjnym lotem tego samego dnia, ale Elin o tym nie wiedziała. Tym czasem, zablokowała deportacje innego Afgańczyka, 52-letniego mężczyzny, który wg oficjalnej informacji szwedzkich władz, zgłosił się do deportacji „wolontaryjnie”. Ale jak wyjaśnia portalowi Dw.com Ahmad Zaki Khalil, szef Komitetu ds. Uchodźców w Stowarzyszeniu Afgańskim w Sztokholmie, „żaden uchodźca tak naprawdę nie opuszcza Szwecji z własnej woli, a raczej pod psychologicznym przymusem”.

Cały tekst: http://krytykapolityczna.pl/swiat/ue/co-zrobila-elin-ersson/